Znowu relacje zawiodły

Chciałem to przemilczeć, chciałem o tym zapomnieć, ale jednak nie jestem w stanie. Pustka i gorycz, które powstały po ostatniej krótkiej relacji jaką miałem nie pozwalają mi od tak po prostu wymazać tego co przeżyłem. Ta znajomość miała być czymś luźnym, małą odskocznią od rutyny. Początkowo zupełnie nie zaangażowany cieszyłem się, że w końcu w moim życiu jest jakiś ruch, że pojawiła się jakaś sensowna kobieta.

Zaczęliśmy się spotykać na początku lipca i wszystko zadziało się w mega szybkim tempie. Po prostu krótka rozmowa przez Telegram i już umawialiśmy się na spotkanie. Na spotkaniu było fajnie. Kolejne były równie udane. Ale z czasem luźna znajomość stała się czymś więcej. Z czasem spojrzenia nie były tylko spojrzeniami. Zaczęły przeciągać się w czasie i w emocjach. Nie trwały sekundę, ani dwie. Były spokojne, a jednocześnie wydłużone do maksimum jakie człowiek może wytrzymać. Za spojrzeniami poszły pierwsze pocałunki, dotyk. Można było wyczuć, że jest to coś więcej niż początkowo zakładana “luźna znajomość”. W międzyczasie ciągle pisaliśmy i w tym pisaniu też było coś więcej – było zainteresowanie drugą osobą, troska, pytania o pracę, spędzony czas. Na tym etapie ja jeszcze nie byłem pewien jak chcę ukierunkować tą znajomość. No bo miało być luźno, a robiło się coraz ciaśniej. Mi to nie przeszkadzało, ale wydaje mi się że w pewnym momencie dziewczyna, z którą się spotykałem zaczęła mieć z tym problem. Zauważyłem, że zaczyna zadawać pytania typu “o czym myślisz”, “czy na mnie też tak czekałeś” etc. Nie było to dla mnie obciążenie, bo myślałem że spokojnie możemy to rozwijać.

Potem pojawił się pierwszy seks. Po nim nie było już nic. Nie chodzi o to, że był zły i dziewczyna uciekła. Chodzi o to, że nagle coś się w niej zmieniło. Dalej pisała, dalej była ciekawa i miła. Ale po tym zaczęła szukać jakichś wymówek żeby się nie spotkać. Problemy rodzinne narastały, pojawiły się też choroby i złe nastroje. Wiedziałem, że to zły znak, ale nie poddawałem się. W sposób nienachalny doprowadziłem do rozluźnienia atmosfery i po 3 tygodniach odkładania spotkań sama zaproponowała kolejne. Odbyły się dokładnie 3 następne. Na trzecim znowu był seks. Chyba najbardziej udany. I znowu był koniec. Tym razem już dożywotnio. Czemu? Do tej pory do końca nie wiem.

Pisaliśmy po tych 3 spotkaniach jeszcze jakieś półtora miesiąca (bez żadnych spotkań). Cały czas była miła atmosfera i trochę troski, ale przeplatane momentami w których ona oziębiała atmosferę i trochę ograniczała kontakt. Nawet gdy pisałem o rodzinnym pogrzebie potrafiła skwitować to jednym zimnym, niewiele wnoszącym stwierdzeniem, że “jak mus to mus”. Nawet nie zapytała czy zmarł ktoś ważny dla mnie, czy nie potrzebuję pogadać. Po prostu ucinała takie emocje.

Ostatecznie po wielu tygodniach takiego pisania pojawiło się z jej strony niby żartem puszczone stwierdzenie “o, a ktoś będzie za mną tęsknił”. Odpisałem, że ktoś będzie. Ona dopytała “ciekawe kto?”. Na co ja odpisałem, że ktoś dyskretny skoro nie wiadomo. Odpowiedź na pozór może nie była idealna, ale czułem że w tym wypadku tak. Nie była zbyt oczywista i przytłaczająca, a wiadomo było że tym kimś jestem właśnie ja. Pewnie teraz pomyślisz sobie – to musiało się coś złego dalej wydarzyć w tej rozmowie. Nic, a nic. Dalej nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Dalej nie było już żadnej reakcji z jej strony. Jedyne co się wydarzyło to jej ucieczka. Ostateczna. Bezwzględna. Dożywotnia. Krótko ujmując jednym ostatnio popularnym słowem – ghosting.

Teraz można by powiedzieć: “no dobra, zdarza się każdemu”. Dziewczyna nie wiedziała co chciała, była niepewna, niedojrzała. Albo najszybsza ocena – znalazła sobie pewnie kogoś innego. Trzeba iść dalej i tyle. Byłoby to takie proste gdybym w międzyczasie nie zdążył zaangażować się emocjonalnie. Wiecie to może nie była wielka miłość jeszcze, ale ja ją naprawdę cholernie polubiłem. I mógłbym w najgorszym wypadku być dla niej dobrym przyjacielem (choć w takie relacje za bardzo nie wierzę). Ona zaś postanowiła to zgasić w zarodku. Czemu tak się stało? I czemu pisałem wcześniej coś o odpowiednim sformułowaniu treści, jakby była jakimś psychologicznym ewenementem? Bo już wcześniej podczas tej relacji czułem coś nietypowego. Coś co dotknęło mnie wiele lat temu, w mojej pierwszej młodzieńczej miłości…

Kiedyś na pewnym etapie relacji (w tym wypadku dużo późniejszym) ktoś postanowił zacząć unikać spotkań i karmić mnie okruszkami. Bardzo wtedy cierpiałem i wpadła w moje ręce książka pt. “Toksyczna miłość. I jak się z niej wyzwolić”. Przestudiowałem ją wtedy, zrozumiałem (albo tak mi się wydawało;) i przez lata do niej nie wracałem. Teraz nie sięgałem już po nią, bo w dobie internetu wszystko jest na pstryknięcie palcem. Przestudiowałem zamiast książki dziesiątki for, blogów i artykułów i skorzystałem nawet z pomocy Chata GPT. Skonfrontowałem to z przebiegiem tej relacji i tym co wiedziałem o niej i jej przeszłości i całość idealnie stworzyła pewien wzorzec. Wzorzec osoby lękowo-unikającej. Ja w tej historii nie jestem prawdopodobnie też bez winy. Wydaje mi się że w tej chwili jestem osobą o stylu lękowym. Nie jest to bardzo silne u mnie, bo jednak potrafiłem pisać z nią na luzie, bez naciskania, tworzenia presji. Ale pewnie mam w sobie nie do końca wyleczone źródło lęku. Tym bardziej, że takie style lubią się przyciągać.

Pewnie jesteście ciekawi co takiego zauważyłem? Po pierwsze moja “znajoma” była dzieckiem alkoholika i matki, która uciekała w pracę. Wychowana została w patologicznym domu, gdzie awantury były na porządku dziennym. Po drugie przeżyła dwa nieudane związki, gdzie były zdrady i mnóstwo toksycznych emocji. Został więc stworzony idealny grunt pod osobę, która boi się relacji, boi się że znów ktoś ją skrzywdzi. Jej związki były bardzo dziwne, bo każdy był związkiem na odległość i raczej luźną relacją, jakby chciała trzymać jak największy dystans od swoich wybranków. To co wspominała o nich też przemawia za tym, że mogli oni mieć problemy na polu – przyciągania – odpychania. W pierwszym podobno ona była osobą zbyt “natarczywą”, w drugim zaś facet musiał nieźle kombinować żeby móc ją utrzymać przy sobie. Na koniec ją zdradził, więc słabo mu to wyszło. Ale myślę, że to idealny grunt pod problemy. 

Nasza znajomość wybuchła bardzo szybko i miała być czymś luźnym, a osoby lękowo-unikające takie formy uwielbiają. Na początku było pięknie, bo nie czuła się jeszcze przytłoczona emocjami. Ale kiedy to zaczęło się rozkręcać, kiedy pojawił się pierwszy seks nagle musiała się odciąć – przynajmniej odrzucić spotkania. To było bardzo charakterystyczne. Z jednej strony czuć emocje, są różne pytania, a z drugiej ucieczka. Ten schemat powtórzył się później drugi raz. Ale jakby przyjrzeć się naszym rozmowom to powtarzał się on nieustannie. Nasze rozmowy były bardzo rzeczowe, o codzienności, pozbawione raczej większych emocji. Jak tylko zaczynały jakieś emocje się wkradać to jej zaczynało być jakby mniej. Odpisywała później, chłodniej, bez zaangażowania. Potem znowu wracaliśmy do normy. Potrafiła czasami sama wywołać jakieś emocje – czy to flirt, czy pytanie o to kto będzie tęsknił. Ale za każdym razem od razu robiła odwrót.

No i ten ucięty finisz. Wiem, że ghosting to teraz coś powszechnego. Niech rzuci kamieniem ten co tego nigdy nie zrobił. Ale ghosting pojawia się zazwyczaj na wczesnych etapach, w znajomościach gdzie nie pojawia się po obu stronach jakaś więź. Raczej w znajomościach, gdzie już wcześniej można poczuć, że ktoś się z tego wypisuje. Tutaj tego za bardzo nie było. Były tygodnie pisania, z lekkim flirtem, miłą atmosferą. Ona odpowiadała na każe moje słowo jakby nie chciała nic pominąć. A całość urwała się po najsilniejszym tak naprawdę zwierzeniu.

Wcześniej nie rozmawialiśmy o takich rzeczach, bo nie było na to jeszcze przestrzeni. Za krótko to trwało, za wiele było niewiadomych. Ta relacja potrzebowała jeszcze czasu na wyznania. Ale ona to przyspieszyła. I chyba tym samym przyspieszyła swoją ucieczkę. Niby tęsknota to jeszcze nie jest wielkie wyznanie. Tęsknić możemy za kolegą czy koleżanką. Ale w kontekście tej znajomości i jej obaw mogło to stworzyć dla niej zbyt wielką emocję. Emocję, od której musiała uciec. Mogła oczywiście jeszcze wrócić, ale jak tu wrócić po takim czasie ciszy? Po zwyczajnym, banalnym ghostingu? Ona po mojej odpowiedzi weszła jeszcze raz na Telegram i zaraz po tym zniknęła. Nie było jej dosyć długo – co najmniej 2-3 tygodnie. Po tym zajrzała, odczytała ostatnią moją wiadomość i na tym koniec. Nie zablokowała mnie, nie usunęła czata, nie skasowała swojego konta, nie ustawiła go jako prywatne.

Teraz jest tam od czasu do czasu. Wiem, że ten komunikator był nasz. Ona używała go praktycznie tylko do komunikacji ze mną. Teraz może już z kimś innym? A może po prostu wchodzi z nudów? Tego nie wiem i pewnie już się nigdy nie dowiem. Wiem jedynie, że ta znajomość była kolejną bolesną nauczką. Wiem, że nigdy jej nie zapomnę. Choć wiem, że wybaczę. To nie do końca jej wina. Na jej zachowanie złożyło się wiele wydarzeń z jej przeszłości. Pewnie nie jest tego świadoma. Szkoda jedynie, że takiej osobie nie można w żaden sposób pomóc, bo skończy się to ucieczką. Wiem, że kiedyś może do tego dojrzeć, by rozprawić się z tym problemem. Mam nadzieję, że tak będzie i bardzo jej tego życzę. Sobie chyba tylko tyle, by więcej nie trafiać na kogoś kto woli uciec zanim dotknie go coś, co tak na prawdę jest jedną z najlepszych rzeczy jakie nas w życiu spotykają.

Related posts

Witaj, świecie!

by Marcin
1 rok ago

Czy fobia społeczna mija wraz z wiekiem?

by Marcin
2 miesiące ago
Exit mobile version