Czy fobia społeczna mija wraz z wiekiem?

Minął właśnie kolejny rok i nadszedł czas przemyśleń, podsumowań. Do tej pory, jako luźno myśląca osoba czegoś takiego zazwyczaj nie robiłem. Możliwe, więc że się zestarzałem i teraz widzę w tym sens, bo jakoś tknęło mnie żeby przemyśleć nieco swój dotychczasowy “voyage” życiowy. Nie chodzi o żalenie się, a o konstruktywne podsumowanie pewnych niezależnych ode mnie zjawisk. Chciałbym odpowiedzieć uczciwie sobie i innym na tytułowe pytanie. Przy okazji postaram się też podpowiedzieć, co z perspektywy czasu było warte włożonej energii.

Zacznę od tego, że praktycznie od dzieciństwa borykam się ze sporymi problemami. Nie jestem psychologiem (może kiedyś będę;), więc mogę się pomylić w terminologii, albo nawet diagnozie (na terapii byłem tylko raz). Od dziecka mam lęki społeczne, które utrudniają mi życie. Poza tym lęk uogólniony, który zmniejsza lub zwiększa swoją intensywność chyba bardziej niż sam lęk społeczny. Do tego dochodzą stany depresyjne, które uaktywniają się co chwila i są wynikiem zapewne dwóch wyżej wymienionych przeszkód. Te dwa problemy dosyć mocno ograniczają życie, więc stany depresyjne są naturalnym wynikiem. Umysł porównuje moje położenie z położeniem innych ludzi, instynktownie też “wie”, że powinienem być na innym etapie, mieć inne osiągnięcia i buntuje cały system. Do tego dochodzi samotność, brak poczucia sensu, różnego rodzaju porażki życiowe i mamy combo, które w zasadzie dobrze że kończy się tylko zmianą nastroju.

Najgorsze jest to, że ja tak funkcjonuje można powiedzieć, że prawie całe swoje życie. Wcześniej bywało lepiej, bo trochę inaczej układało mi się wszystko. Kiedyś byłem “szefem”, bo miałem zawsze kilku znajomych, ciągle jakieś nowe wyzwania, nowe doświadczenia w życiu. Wiadomo, że tak może wyglądać okres dziecięcy i małoletni – nawet dla kogoś z lękami społecznymi. Miałem akurat szczęście i trafiłem w swoim życiu na trochę przychylnych mi osób, które do czasu pomagały mi iść przez życie względnie spokojnie i normalnie. Potem jak każdy zaczynał prowadzić coraz bardziej dorosłe życie, ja stopniowo zostawałem coraz bardziej samotny. Czasami wynikało to z mojego introwertyzmu i ucieczek. Może też z tego, że zamykałem się i nie eksplorowałem nowych możliwości (co u osoby z lękami jest raczej normą). Ale często po prostu z tego powodu, że inni szli do przodu i budowali sobie już nowe, dorosłe życie. Ja zostałem trochę w tyle, ze swoimi problemami i zmartwieniami. Wydaje mi się, że jak na osobę z takimi zaburzeniami przeszedłem w swoim życiu całkiem sporo i do pewnego wieku moje życie wyglądało jak życie każdego innego faceta. Zacząłem odbiegać od ogólnych standardów dopiero jak zbliżyłem się do trzydziestki, gdzie wiadomo – każdy już ma partnera, stabilną pracę, własne mieszkanie, samochód. Za chwilę pojawiły się też dzieci i innego rodzaju znajomi niż single. W tym wszystkim zostałem w tyle i nikt z dawnych znajomych nie przyjąłby mnie z otwartymi rękoma żeby dalej pchać mnie do przodu.

Mimo wszystko jak na osobę z tyloma problemami udało mi się trochę osiągnąć. Skończyłem studia, potem dodatkowo studium, prowadziłem własną działalność, zajmowałem się muzyką, grafiką, filmem. Ostatecznie udało mi się zdobyć dochodową pracę, która sprawia mi dziś przyjemność. Ogarniam całkiem nieźle język angielski, potrafię zarządzać finansami, nie mam żadnych długów, problemów, uzależnień. Podobno mam bardzo dobry gust (co dotyczy praktycznie wszystkiego poza kobietami;) i byłem w kilku dłuższych lub krótszych związkach (choć to nie wiem czy można wpisać w poczet zasług, skoro były to niewypały;). Jako dorosły facet mam swoje mieszkanie, mam wszystko od strony materialnej co jest mi potrzebne. Nie muszę mieć nic więcej. Ale nie mam rzeczy najważniejszych – przyjaźni, miłości, poczucia sensu życia. W dodatku przez te wszystkie lata nie zmieniło się wiele w kwestii moich problemów z lękami. Oczywiście jest ich mniej nie są tak silne, ale nadal – one po prostu są i ciągle ograniczają moje życie. Teraz najważniejsze – myślałem jako młody chłopak, że jak będę miał tyle lat co teraz to po tej fobii już niewiele zostanie. Niestety byłem w błędzie. Co prawda próbowałem pomagać sobie na własną rękę głównie (literatura, programowanie umysłu, afirmacje, próby desensytyzacji etc.), więc nie wiem jakby było po solidnej terapii. Ale patrząc na relację innych ludzi niekoniecznie dużo lepiej.

Nie chcę analizować teraz i tworzyć scenariuszy “co by było gdyby”. Mogę jedynie wejść w to wszystko mentalnie i ocenić co tak naprawdę najwięcej mi pomogło. Co powinienem robić dalej? Jak sięgam wstecz to mam przed sobą całkiem bogatą w doświadczenia część swojego życia. Byłem normalnym chłopakiem, który miał kolegów, wychodził na podwórko, bawił się, imprezował, spotykał z dziewczynami itd. Więc teoretycznie będąc w tym wszystkim powinienem był stawać się coraz lepszy i coraz lepiej radzić sobie z typowymi zadaniami życiowymi. Czy tak było? No nie do końca. Lęki nakręcały lęki i człowiek w zasadzie ciągle był jakiś taki “inny”. Te doświadczenia nie zahartowały mnie na tyle bym dzisiaj mógł powiedzieć, że jest dobrze. Na pewno miały jakiś tam pozytywny wpływ, na pewno gdyby ich nie było byłoby gorzej. Ale chciałbym przestrzec innych, że możecie być kiedyś tak jak ja rozczarowani, że to bycie w ludziach wcale tak dobrze nie działa. Rozwijasz się, na pewno nie cofasz, ale nic nie mija jak za dotknięciem różdżki. Mimo wszystko bardzo cenie tą przeszłość. Ona mnie ukształtowała, dała mi pewne ideały. Dzięki niej coś wiem, coś potrafię i nie jestem chodzącym kłębkiem nerwów. W dodatku mam też świadomość, że część życia przeżyłem całkiem nieźle. To co najwięcej dało mi w tym wszystkim, to chyba dowartościowanie się.

To jest chyba najważniejszy moment tego wywodu. Jeżeli to czytasz i masz fobię społeczną albo inne podobne problemy to wiedz, że najlepszym lekarstwem na to cholerstwo jest po prostu dowartościowanie się. To daje chyba największego kopa, bo w zasadzie cały problem dotyczy zaniżonego poczucia własnej wartości. Od kiedy mam dobrą pracę, dobrze zarabiam, lepiej się ubieram, stać mnie na więcej, czuje że mam jakieś tam wykształcenie i że w swoim życiu kilka rzeczy udało mi się zacząć i skończyć jest dużo lepiej. Nie ciąży nade mną tyle negatywnych myśli, lepiej odnajduje się wśród ludzi. Jeżeli macie możliwość budowania jakichś osiągnięć to róbcie to. Kolejną rzeczą jest doświadczanie prozaicznych sytuacji, które sprawiają wam problem i desensytyzacja. Mam tu na myśli np. zakupy. Prawie każda osoba z lękami społecznymi poci się na samą myśl, że trzeba znowu wyjść, pokazać się i nie daj boże narazić się na jakiś dialog z drugą osobą. Zakupy to jednak jeden z tych tematów, które można zacząć ogarniać bardzo swobodnie po wielu próbach. Takich sytuacji typu zakupy jest więcej. Może to być też używanie kas samoobsługowych, zamawianie jedzenia na wynos, pójście do kina samemu. Chodzi o drobne rzeczy, które są jakby podstawami. Jak te drobne rzeczy opanowywałem to było mi dużo lżej. To też pomogło mi wrócić do randkowania z kobietami. Człowiek wie już, że radzi sobie z wieloma kwestiami, więc barierą pozostaje “tylko” to, że komuś możemy się nie spodobać lub że będzie drętwo;)

Skoro już jestem przy randkowaniu to przypomniała mi się jeszcze jedna istotna rzecz, która ma ogromny wpływ na lęki społeczne i też mieści się w kategorii dowartościowywania się. Chodzi o wygląd zewnętrzny. Pamiętam, że miałem moment w którym nie było z tym najlepiej. Może nie chodzi o mój naturalny wygląd, tylko bardziej o świadomość i tym samym ubiór i dbanie o siebie. Zauważyłem, że zmiany w tych kwestiach poprawiają znacząco nastrój i są kolejnym elementem, który poprawia relacje z innymi. Nie zrozumcie tego źle – nie chcę powiedzieć, że wygląd jest najważniejszy i totalnie was zmieni. Jest to po prostu kolejna mała cegiełka, w która warto zainwestować. Nie ma nic gorszego jak sytuacja, w której macie fobię społeczną czy inny problem i jeszcze pogrążacie się zaniedbaniem – np. omijając szerokim łukiem dentystę. Takie problemy zawsze wiele później kosztują. Nie tylko finansowo, ale też mentalnie.

Na ten moment moim silnym postanowieniem i wyzwaniem jest właśnie to, że będę dużo więcej randkował i sam będę częściej w aplikacjach randkowych inicjował rozmowy i spotkania. Może w końcu na tym polu uda się coś zmienić. Postanowień mam oczywiście wiele więcej, ale nie chcę ich póki co zdradzać. Wiem jedno. Mimo dojrzalszego wieku i świadomości, mimo tego że nie udało mi się zwalczyć fobii społecznej, że dalej jest coś nie tak – nie zamierzam się poddać. Poddanie się to w zasadzie śmierć. To życie jednostajne, bez celu, bez sensu. Takie życie zleci dużo szybciej i na koniec okaże się puste. Nie chcę tego. Będę próbował zmienić co mogę. Będę doświadczał życia jako osoba z lękami społecznymi, na tyle na ile osoba z tym problemem może go doświadczać.

Related posts

Witaj, świecie!

by Marcin
1 rok ago

Znowu relacje zawiodły

by Marcin
5 miesięcy ago
Exit mobile version